Hej. Znowu zaczynam blogować, po raz kolejny... Więc tak: jestem Asia i mam swoje powody do założenia tego bloga. Szczegółów nie będę tu pisała, ale jeśli chcecie się dowiedzieć więcej, odwiedzajcie mnie tu co jakiś tydzień, może miej. Opowiem tu jedną, historię co przydarzyło mi się niedawno ..
_________________________________________________________________________________
Od jakiegoś czasu ( może ok. 6 tyg ) umawiałam się z moją starszą siostrą Moniką, na to , żebym przyjechała. Zawsze nie dało rady aż w ten weekend się udało. W poprzednią sobotę szłam na okejkę (jakiś 1,5 km drogi) żeby móc do nie pojechać. Po drodze , tylko kawałeczek przeszłam , znalazłam kota leżącego na ulicy. To była Czarna- mój najlepszy kot jakiegokolwiek miałam w swoim życiu, a miałam ich bardzo sporo. Rozpłakałam się, nie mogłam dojść do siebie. Po kilku sekundach pobiegłam bardzo szybko do domu, powiedziałam to rodzicom, byli w szoku. Podjechałam tam samochodem z mamą i tatą. tata wziął karton i ją tam schował. Ja musiałam jechać do Olsztyna, ponieważ byłam umówiona. Płakałam chyba z 3 godziny. Nie mogłam sobie uświadomić, że jej nie ma, że nigdy się do niej nie przytulę , nigdy jej nie zobaczę . potem odebrała mnie z Dworca Głównego Monika, przeraziła się jak mnie zobaczyła, opowiedziałam jej to, co się wydarzyło. Płakałam i nie mogłam przestać. Pojechaliśmy do Spręcowa - mała miejscowość . Tam była stadnina koni , były też koty. I znowu nadszedł ten moment, że sobie przypomniałam. Musiałam pokazać że jestem twarda, udało się , płakałam tylko w wewnątrz a na zewnątrz była tylko kwaśna mina. Pojeździłam trochę konno, porobiłam sobie zdjęcia z Moniką ... Ona zaproponowała, żeby przygarnąć kota, ja od razu odmówiłam, ponieważ nie chcę mieć juz ani jednego , już żaden nie zastąpi Czarnulki, żaden. I wiem , że zawsze będę o niej pamiętała. <3 . Potem pojechałyśmy do Smolajn - też mała miescowość, w której jest dobra stadnina koni, jest też szkoła , internat i kościół - to oczywiście jest tylko koło tej stadninie. Wieć nie dziwcie się , że tak mało budynków. Był tam Osioł - Igor, 19 letni osiołek, który zawsze sie do mnie przytula i mnie liże, to jest słodnie, a jak o tym sobie przyponę znowu to samo. Po jakiś 6 godz wróciliśmy i nic ciekawego się nie zdarzyło, tylko to że nadal, do tej pory jestem smutna i jak jestem sama , trochę sobie popłaczę. Nadal jest jej miseczka i legowisko , leżą na swoim miejscu, musze w koncu to zabrać. Nie chcę żeby mi to przypominało Czarnulke , nie chce żeby nic i nikt mi o niej przypominał.
________________________________________________________________________________
Na pewno myślicie , że jestem jakaś głupia itd, ale ja już taka jestem. Niby jestem odważna i twarda a w środku mam wiele uczuć , tak jak wszyscy .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz